Jak może wiecie z mojego prywatnego bloga, Ryszard już do Was tutaj nie zamiauka. Zmarł w ostatnią niedzielę w ramionach swojego taty, w drodze do weterynarza, po potrąceniu na głównej ulicy naszej wsi. Jego śmierć zasmuciła nie tylko nas, ale i sąsiadów oraz osoby z naszej społeczności, których nawet nie znaliśmy. Trudno jest nam znaleźć sobie miejsce, próbujemy się czymś zająć, wspominamy, sprzątamy, rozdajemy Rysiowe zapasy z jego słynnej szafki, planujemy też lobbować za zbudowaniem progów spowalniających na ulicy na której zginął Najlepszy Kot. To tyle na teraz. Czekamy na powrót Rysia do domu, z tym będzie związany ostatni post tutaj.
Wasi Świechna i Woland.
PS. Chciałam skorzystać z okazji i rzucić potrójne przekleństwo na człowieka, który potrącił Ryszarda i się nie zatrzymał. Pierwsze można spróbować jakoś wytłumaczyć, na drugie nie ma usprawiedliwienia.
Oby dosięgła cię sprawiedliwość.
Oby dosięgła cię sprawiedliwość.
Oby dosięgła cię sprawiedliwość.
Niech tak będzie.
Świechna.
Niech.
OdpowiedzUsuń@Agniecha, zaprawdę, niech :)
UsuńPotrójne to za mało, niech się smaży w piekle!
OdpowiedzUsuńCokolwiek, może być piekło, byle nikogo już więcej nie zabił.
Usuń@Woland, ciekawa jestem czy jest to lokales i czy wobec tego ma na ten temat jakieś sensowne przemyślenia.
Usuń@Monika, chcę wierzyć, że to nikt ze stałych rezydentów naszej wsi, co najwyżej chwilowo tu pomieszkujący emigrant, choć bardziej bym obstawiał kogoś z pracowników naszej przetwórni ryb (załoga ponoć składa się z Litwinów i litewskich Rosjan) lub ze wschodnich wędkarzy przyjeżdżających w okolice portu ryb nałapać (najbardziej popularnym miejscem wędkowania jest koniec portowego falochronu). Moje przypuszczenia wynikają z tego, że znam z widzenia samochody parkujące u nas i nigdy nie zdarzyło mi się ich skojarzyć z nadmierną prędkością. Jedynie ci, co walą w kierunku portu dali mi się zapamiętać jako jeżdżący zbyt szybko.
UsuńDługo się zastanawiałem, co mógłbym tu napisać i czy cokolwiek w ogóle, a teraz trafiłem na wiersz Rymkiewicza. I myślę, że to będzie dobre na pożegnanie.
OdpowiedzUsuń---------------------------------
Jarosław Marek Rymkiewicz
OGRÓD W MILANÓWKU,
KOTY W POŁOWIE WRZEŚNIA
Jesień jesień idą koty w swoje strony
Tamten rudy ze mną jest zaprzyjaźniony
Tamten żółty to przyjaciel jest nicości
Idą koty mają koty swoje włości
Ten z nicością sąsiaduje ten nie słyszy
A ten w pysku niesie krwawą resztkę myszy
Nieobecność – tylko ona ma tu rację
Idą koty niosą myszy na kolację
Ten jest tutaj nieobecny a ten szary
Mają koty swoje strony i obszary
Nieobecność! Ktoś w nią wlecze mnie za włosy
Idą koty ten jest w butach a ten bosy
Albo siedzą zamyślone pod jabłonią
Albo w kółko albo skośnie za czymś gonią
Ten ucieka a ten wspina się po chruście
Jesień wchodzi do ogrodu w krwawej chuście
Coś z Dworzaka tutaj grane na pianoli
Idą koty śmierć jak koty nic nie boli
Miauczą koty one chyba oszalały
Nieobecność bierze mnie do swojej chwały
Nieobecność ma na twarzy krwawą chustę
Tam przy szambie dwa orzechy leżą puste
Dwa orzechy – zapleśniałe wydrążone
Idą koty każdy w swoją kocią stronę
(wrzesień 1998)
----------------------------------------
Żegnaj, Ryszardzie.
@Dariusz, to jest dobry wiersz Rymkiewicza. Dziękuję.
UsuńŻal kotka.
OdpowiedzUsuńPotrącił, nie zauważył, nie poczuł?
Koty na drodze nie są mile widziane,
pecha przynoszą, takie zabobony.
Tym razem kotka nieszczęście spotkało.
Urszula.
@Urszula, niech więc pech głupca nie opuszcza.
Usuńczasem strata zwierzaka boli bardziej niż odejście człowieka. Mam nadzieje że już jest choć odrbine lżej
OdpowiedzUsuń@czerwona filiżanko, bo smutno nam z powodu śmierci tych, którzy mieli dla nas znaczenie.
UsuńCzasem nadal jest niemiło. Wszystko potoczyło się tak szybko, że gdy wracam do tego myślami, wydaje mi się to nie do końca prawdziwe. Korzystamy z faktu braku obowiązku sprawowania opieki nad Ryszardem. Wolelibyśmy mieć ten obowiązek na karku, ale to się już nie wróci.
Tak mi przykro. Karina
OdpowiedzUsuńDzięki. My to czujemy każdego dnia, gdy podjeżdżamy pod dom, przed którym Rysio już nie czeka, gdy otwieramy drzwi zza których nie wypadnie puchate stworzenie.
UsuńCiężko jest...Koleżanka też pożegnała swojego kocurka niedawno, a ja wiem ile dla mnie znaczą ptaszyska.
OdpowiedzUsuń@wtemacie, ano ciężko, i zdecydować co dalej to zawsze jest proces wymagający czasu. Pomimo tego, że właśnie adoptowaliśmy maluchy, nadal wspominamy Rysia.
Usuń