środa, 7 września 2022

No wiecie co!

Miauem nie być chory i nie byłem. Ale potem w nocy zacząłem kichać, akurat, gdy przestawał mnie ogon swędzieć. Nie wiem skąd to się bierze, ale ciągle wierci mnie w nosie i żadne nosa mizianie nie pomaga. Wczoraj znowu byłem o weterynarza, tym razem był inny pan, taki większy. Nie spałem poprzedniej nocy, więc mi było trochę wszystko jedno. A wiecie, że Ojciec przyjechał? Pewnie się dowiedział, że jestem chory i mu się zrobiło szkoda. Więc to on mnie zawoził do tego lekarza. Dużo śpię. Tu macie takie moje zdjęcie:

Nie wychodzę na dwór. I najgorsza część jest taka, że przez to ubikacja jest w domu. Już nasikałem, ale kupy jeszcze nie zrobiłem, jeśli to Was interesuje. W ogóle uważam, że to głupi wynalazek, groszek w ubikacji kłuje mnie w łapki. Nie wiem jak można całe życie robić kupę w domu! Będę miau dużo czasu, żeby to przemyśleć, bo Madka mnie nigdzie nie wypuści, dopóki będę kichał. Więc trzymajcie za mnie wilcze pazury, żeby to było szybko (jak macie kciuki, to też). Jestem bardzo zmęczony, zamiaukam do Was jak mi się polepszy.

Wasz Ryszard. 

6 komentarzy:

  1. Szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, biedny ty, oby to nie był koci covid...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiamy. Kot całkiem stracił powonienie, plus jest taki, że wsuwa antybiotyk w paszteciku aż miło patrzeć.

      Usuń
  3. powiedz Starym, żeby ubikację wypełnili peletem /w Polsce to modne słowo ostatnio/, jest bardziej eko i paws friendly... nasza Krajka w najgorszych dniach nawet i z tej ubikacji nie korzystała, bo jak tu do niej dojść i kucnąć, skoro tylne łapki i cały zadek nie działały?...
    tak Ryszardzie, po prostu śpij jak najwięcej, koty umią to znakomicie, przyswajaj leki, paszteciki i szybko zdrowiej...
    ...
    bajdałeyah dr House to neptek w porównaniu z wetami, diagnostyka w której kot /czy inny zwierz/ wcale nie współpracuje, a potem leczenie, nieraz "na intuicję", a czasem nawet w ciemno, gdzie zwierz też jest zwykle niechętny do tej współpracy... nie skłamię, jeśli stwierdzę, że do wetów /jako grupy zawodowej/ mam największy szacun...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @PKanalia, mam negatywne skojarzenia, koty moich rodziców pelet/ów (???) nie lubią. Ryszard chorował bardzo dramatycznie, katar doprowadzał go do kociej rozpaczy z powodu której budził mmnie w nocy i kichał mi na głowę. Ale że bezkonfliktowo wsuwał leki, kryzys szybko przyszedł i szybko minął.

      No tak, szczególnie koty przybywaja do medyka już w złej kondycji, bo zazwyczaj długo udaje im się sprawę zataić, a potem trzeba wróżyć z fusów. I do tego kompletny brak wdzięczności, nasz Rychu to potrafi i z pazura zapodać, jak mu kto chce pomóc.

      Usuń