Po prostu muszę Wam o tym opowiedzieć. Jak widzicie nie miaukam ostatnio za dużo, ale to dlatego, że przyplątały się takie różne troski dnia codziennego, na przykład takie, że po okresie miłego wylegiwania się wśród krzaków przyszła mokra pogoda i wylegiwanie się przestało być miłe. Ale większa sprawa ma charakter sporu graniczno-kulinarnego. KTOŚ JE Z MOJEJ MISECZKI! Mam trzy miseczki, jedną na wodę, drugą na mokrą karmę z szaszetek i paszteciki, następną na kocie chrupki (pewnie też tak macie, więc wiecie o co chodzi). Miseczki stoją w domu, obok drzwi wejściowych. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię sobie odłożyć chrupki na noc, na wypadek jakbym zgłodniał. Rodzice zostawiają mi otwarte okno w sypialni, więc mogę wejść o każdej porze i przekąsić co nieco, bez proszenia się o otwieranie szafek. I wiecie co?? No wiecie już trochę. Od jakiegoś czasu moje miseczki rano są czyściutkie, zupełnie po chamsku wylizane. I to nie przeze mnie. Mama prawie od razu się domyśliła, bo ja swój honor mam, uważam, że jak się nie najesz, to się nie naliżesz. Jedna menda przychodzi w nocy przez moje otwarte okno, do mojego domu i wyjada z moich miseczek. Wyobrażacie sobie coś takiego? Co byście zrobili na moim miejscu?? Poważnie pytam Was o radę, bo już naprawdę nie wiem co robić, chodzę na długie spacery i rzadko wpadam do domu, żeby z nerwów nie osiwieć.
Wasz Ryszard.
PS. Tylko nie piszcie, że trzeba zamknąć okno, bo to nie o to chodzi.
Można założyć fotopułapkę. W domu to by pewnie jakaś taka najtańsza wystarczyła.
OdpowiedzUsuńNiestety, już wiemy, że podjadacz podjada. Ale z tego niewiele wynika. Ryszard żyje w stresie.
UsuńA może ty, Ryszard lunatykujesz i nie pamiętasz, że zjadłeś?
OdpowiedzUsuńRyszard ma swoje osiągi, ale tym razem to kto inny. Widziałam na własne oczy.
Usuń