Wczoraj minął rok od śmierci Ryszarda.
Nie zapomnieliśmy. Jego koci duch jest cały czas z nami, mruczy nad ranem, gdy turlamy się w pościeli na granicy snu i jawy, wygniata gniazdka wśród ogrodowych roślin sąsiadów, podbiega do samochodu, gdy wracamy z podróży, niewidoczny, pachnący wiatrem, przykryty peleryną-niewidką. Powiem Wam od siebie, że już wiem, że nasz dom potrzebuje jeszcze jednego kota oprócz kota niewidzialnego. Najłatwiej byłoby, gdyby ten kot widzialny zapukał do drzwi tak samo, jak to zrobił kiedyś Ryszard, ale może to nie jest ta droga, może tak zdarza się tylko raz, albo bardzo rzadko, więc trzeba wymyślić inny sposób.
Zostawiam Wam zdjęcie Ryszarda zrobione pewnego sztormowego grudnia, trzy lata temu. Czy jesteście kotami czy ludźmi, bądźcie z życia tak zadowoleni, jak Rysio na tym zdjęciu.
Wasza Świechna.
A ja nie potrafię strząsnąć z siebie obrazu umierającego Rysia. W drodze do lekarza nie dopuszczałem do siebie myśli, że umiera, zapętliłem się w przekonaniu, że dla jego zdrowia, muszę go utrzymać na twardym siedzeniu. Z powodu mej niewiedzy nie dostał jedynej rzeczy, którą mógł wtedy dostać - komfortu podczas odchodzenia. Źle mi z tym i źle mi, gdy uświadamiam sobie, że Ryszard, który tak kochał życie i potrafił się nim tak wspaniale cieszyć i dzielić się z nami tą radością, już nigdy nie będzie mieć szans, by to powtórzyć. To był kochany kot i mam nadzieję, że dobrze mu było z nami.
Wasz Woland.

Kochany Wolandzie. Jeśli reinkarnacja lub światy równoległe są możliwością, to może Ryszard gdzieś tam indziej ma się dobrze z Wami nadal... Nigdy nie będziemy wiedzieć na pewno.
OdpowiedzUsuńKochana Świechno. Ryszard znalazł Was, to może teraz Wy powinniście znaleźć jego następcę.
Taka np. Psica w Swetrze (
https://pieswswetrze.blogspot.com/2024/10/klusia.html ) co chwila ma do oddania kocie osoby. Co prawda nie tak blisko do Was...
Widzisz @Agniecho, Wolandowi jest ciężej, bo on był przy śmierci Rysiowej, wyrzuca sobie do dzisiaj, że coś mógł jeszcze zrobić, gdy prawda jest taka, że nic nie mógł.
UsuńZ kolei ja cały czas się biję z myślami, że lepiej byłoby, gdyby kot nas sam znalazł, tak jak moi rodzice są znajdowani przez koty i psy. Tutaj gdzie mieszkamy też jest bezustannie podnoszony temat kastracji kotów, ale odnoszę wrażenie, że skala problemu nie jest (mimo wszystko) taka wielka (obserwuję kocie miejsca w internecie, już mi się w głowie układa, że komuś możemy dać dom). Głupio to może zabrzmi, ale wolałabym kota z Polski, bo widzę jaki ogrom zwierząt stamtąd potrzebuje miejsca dla siebie, tylko jak adoptować, jak przewieźć, i tak dalej, logistycznie jest to bardzo trudne. Więc na razie tak sobie przeżuwamy naszą żałobę czekając na znak.
Samochodem łatwiej, jeno daleko. A samolotem? Pewnie możliwe, jednakowoż trudne.
UsuńNasza kota znalazła nas też. Natomiast psy do tej pory wynajdowaliśmy my.
Koty przychodzą i odchodzą. U mnie tylko pies jest zawsze. Kot jeden chciał się wprowadzić, ale nie udało się ich pogodzić.
OdpowiedzUsuń@137, koty są znacznie bardziej niezależne, potrafią się też wyprowadzić (Rysio tak komuś zrobił). Piękne i mądre zwierzęta (oczywiście, psy także bardzo lubię).
UsuńNasz Albin nie żyje już od listopada 2016, a my wciąż tęsknimy za kocurkiem, który dla Balbiny robił za mamę i był przekochany. Nie wybudził się po operacji...
OdpowiedzUsuń@JoAnno, ciężkie są takie historie, podkopują ufność. Koty moich rodziców szczęśliwie przeżywały operacje, choć raz jeden z nich, Rózia, otarł się o śmierć z powodu uczulenia na anestetyki. Na szczęście weterynarka szybko zauważyła problem ... inaczej Rózi już by z nami nie było od kilku lat.
UsuńZnam to uczucie i jestem z Wami. Ale ktoś na Was czeka. Poproszę o kontakt. Ewazlotowska57@gmail.com
OdpowiedzUsuń@Ewa, przepraszam, późno przeczytałam Twoją wiadomość, więc zakładam, że jest to już nieaktualne. Pozdrawiam.
UsuńJej, piękny był z niego kocurek. Moja kotka ma już 14 lat i trzęsę się nad nią, żeby żyła jak najdłużej
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
@kinagyo, piękny i bardzo mądry. Musiał taki być, żeby przeżyć na ulicy :) Niech się Twojemu kotu wiedzie, dziewięciu następnych żyć :)
UsuńBardzo mi przykro z powodu śmierci Rysia :( :( :(
OdpowiedzUsuńPamiętam, nigdy nie zapomnę, jak katem mój Mruczuś zachorował i jak bardzo się o niego bałam...
Pozdrawiam Cię serdecznie!
@Anna Hudyka, niektórzy nie lubią kotów, ale to piękne, niezależne zwierzęta, które mimo wszystko potrzebują uwagi i czułości. Pozdrawiam :)
UsuńWiem jak bardzo boli strata ukochanego kotka, współczuję!
OdpowiedzUsuń@Pani Pisarka, dziękuję i pozdrawiam.
Usuń