Rodzice wrócili. Dziewczynka wyjechała.
Nadal chodzimy na długie spacery. Obok nas mieszkają dwa duże psy. Zrobiła się dziura w płocie, to czasem na nie paczam. Ale nie tylko po ogródku chodzimy, tylko WSZĘDZIE. Teraz Mańka czasami chodzi w jedną stronę, a ja w drugą. A jak chcę, to w tą samą. Ja chodzę z mamą. Albo biegam bardzo szybko. Zawsze z mamą wygrywam. I robiłam noski z takim białym kotem, ale on uciekł, a ja zostałam.
I wiecie co? Kilka dni temu wykryłam pożar. Moje drzewo ktoś podpalił. Od razu zobaczyłam, jak podeszłam, to najeżyłam sierść, żeby mamie pokazać, że coś jest nie tak. Kotata zaraz przyszedł i ugasił. Kotamama mnie pochwaliła, że wykryłam. Jestem dobra w wykrywaniu. To jest to drzewo, zobaczcie.
Ono jest moje, bo sobie zaznaczyłam. A jakbyście chcieli Mańkę zobaczyć, to macie:
Wasza Bronia.






Pożar musiał być chyba w bardzo początkowej fazie, skoro ludzie nie zauważyli tego pierwsi.
OdpowiedzUsuńWłaśnie dlatego dobrze mieszkać z kotkami, bo my takie rzeczy wiemy szybciej, bo mamy wibrysy i dobry węch. Mańka też się od razu zorientowała, tylko że ja byłam szybsza. A ognia w słoneczny dzień nie widać wcale, a dym z żywego drzewa jest biały, to też go słabo w dzień widać jak jest go mało. A jak się tak rozpali, że widać, to nie da się już tak łatwo ugasić. Lepiej pogadaj z jakimś kotem, żeby z Tobą mieszkał.
Usuńcudne...:)
OdpowiedzUsuńMiau :)
UsuńChcę wierzyć, że mój ukochany Mruczuś żyje, ma się dobrze i kiedyś wróci do swojego domku przynajmniej się pokazać!!!
OdpowiedzUsuń