Ostatnio bardzo się działo. Najpierw w naszym domu był taki duży pan, mieszkał i mieszkał, myślałem, że się nie wyprowadzi. Nie że coś robił nie tak, nawet chyba powiedział, że jestem fajny, czyli się zgadzamy. Ale spał na moim tapczanie, więc wiecie ... A potem zrobiło się jeszcze gorzej. Ucieszyłem się, że Duży sobie pojechał, to wtedy rodzice zaczęli się pakować. Jak zwykle próbowałem to ignorować, ale rodzice i tak zniknęli, a ja zostałem w środku. Jak za pierwszym razem usłyszałem hałas przy drzwiach, to pomyślałem, że już wrócili, ale gdzie tam. To było dłużej niż dzień, niż dwa dni, a nawet dłużej niż trzy! Palców mi zabrakło do liczenia, nie żartuję! Przychodziła do mnie taka pani, co się zaraz brała z łapami do głaskania. Było strasznie. Nudziłem się. Pani dawała mi jedzenie nie tak jak rodzice. I jeszcze kupę musiałem robić do kuwety. Czasami przychodziła do mnie też sąsiadka od białych kotów. Myślałem, że mnie może wypuści, ale ona też nic nie rozumiała, chociaż miaukauem wyraźnie ... albo może udawała, że nie rozumie ... jak uważacie? Dopiero wczoraj wieczorem nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Patrzę przez okno, a tam mama idzie. Ciemno trochę było, ale ja mam bardzo dobry wzrok. To ja w te pędy do drzwi i zacząłem miauczeć, że to ja Rysio, jestem za tymi drzwiami, i żeby nie szła dalej. Mama otworzyła i wszystko dobrze się skończyło. Prawie, bo tata się gdzieś zawieruszył. Ale ja myślę, że z tatą jest jak z kotem, pojawi się któregoś dnia, tylko trzeba go wyglądać. Więc jak nie pisałem, to wcale że nie byłem chory, tylko to tak ze zmartwienia było. Już obszedłem ogródek i teraz będę paczał przez okno, bo deszcz idzie. Jak wypaczę tatę, to Wam zaraz opowiem.
Wasz Ryszard.
Ryszard, jesteś dzielnym kotem, jestem z Ciebie dumny!
OdpowiedzUsuń@Wolandzie, wiadomo, że Ryśku jest najdzielniejszym z dzielnych i najgłodniejszym z głodnych ;)
UsuńNo nie dziwię się, przecież dozór obcych, to nie to samo!
OdpowiedzUsuń@jotko, a co myśmy przeszli martwiąc się o kota, to się nie da opisać ;)
Usuń