niedziela, 24 kwietnia 2022

Dużo pracy


Dobry wieczór, jak tam u Was? Po kociemu?
Byłem po powrocie rodziców bardzo zajęty, bo jednak zawsze z rana trzeba zjeść, i się przejść, i zjeść, i trochę pospać w łóżku, żeby rodzice się cieszyli, że jestem grzeczny. Powiem Wam, że czasami Madka jest zupełnie nieodpowiedzialna. Np. kilka dni temu rano leżeliśmy sobie razem w łóżku i nagle w okno wpadł ptaszek. Ja oczywiście natychmiast skoczyłem, tak jak leżałem, i złapałem tego ptaszka. I wiecie co się stało? Madka skoczyła, też tak jak leżała, złapała mnie, i ja się przestraszyłem, i ptaszek mi uciekł. No wyobrażacie sobie? Ja też nie! Staram się jak mogę i dni jakoś mijają, chociaż trudno wszystko ogarnąć. Też macie taki kocyk? Jak macie, to napiszcie. 

A wczoraj pomagałem rodzicom w zbudowaniu tego czegoś: 


Nie bardzo wiem, co to jest, na razie w środku jest pusto, bo sprawdziłem dwa razy, a potem Ojciec to zamknął i nikogo tam nie ma (my, koty, wiemy takie rzeczy). Teraz to coś jest zamknięte cały czas, mam nadzieję, że nie sprowadzą się do tego szczury z osiedla, bo byłaby chryja i łapy pełne dodatkowej roboty. Zresztą borsuki albo lisy też mogłyby się w tym zmieścić. Brrrr! Jakby króliki chciały zamieszkać to bardziej. Króliki są śmieszne. Albo jeże, one są spoko, do jeży to w ogóle nic nie mam. Jak widzicie to Coś jest duże, więc dużo jeży mogłoby zamieszkać, cztery, albo nawet ... czternaście. 

A na tym zdjęciu już idę, bo mam jeszcze jedną ważną rzecz do zrobienia:


Nie pamiętam, co to była za ważna rzecz, więc Wam nie napiszę. Za to napiszę Wam, że potem rodzice zjedli obiad i po południu poszli do łóżka. Ja sobie wcześniej zająłem miejsce, a oni nie zgadniecie co zrobili! Wepchnęli się na trzeciego i tak się kręcili, że aż się obraziłem i poszłem na długi spacer. Naprawdę, czasami nie jest z nimi tak lekko jak to wygląda na zdjęciach. Wróciłem dopiero na kolację (żebyście się nie martwili, że poszłem spać głodny). 

To już dzisiaj wieczorem, pracujemy z Ojcem przy wyrywaniu z ziemi niepotrzebnych rzeczy:


Ojciec wyrywa, a ja się przyglądam czy nie idzie jakiś pies. I muszę się Wam przyznać, że wykrakałem. Przed dom przyszedł taki mały brudas, podszedł do Ojca i go powąchał! Rodzice się śmieją, że to mój braciszek. A to wcale nie jest prawda! To, że ma takie same kolory futra wcale się nie liczy. Poza tym on się nie myje, no i .... yhhh ... po prostu nie mam siły im tłumaczyć, że nie chcę, żeby on do nas przyłaził. Ja w ogóle nie mam z nim nic wspólnego, a stare chrupki wolę dać szpakom! No ale jak rodzice go karmią, to nie mogę mu robić krzywdy (kiedyś go pogoniłem, bardzo dawno temu, szybko uciekał, ale teraz przy jedzeniu po prostu nie wypada). No i tak to jest. Wieczory nadal są zimne. Trzymajcie się, do następnego pisania.

Wasz Ryszard.

16 komentarzy:

  1. Widziałem wczoraj jeża u siebie pod blokiem. Jednego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w tym roku żadnego, za to małżonce skarpet w jeże nakupiłem, żeby je oczarować. ;-)

      Usuń
  2. To Ty masz ciekawe życie, Ryszard!
    Ciekawe, co to za budowla, może woliera dla ptaków, ku Twojej rozrywce? Ale raczej domek na narzędzia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprawdzam, czy weryfikacja, czy znów komentarze znikają...

    OdpowiedzUsuń
  4. Obserwowanie i kibicowanie to także robota, a ta budowla, to nie twoje SPA, Ryśku, tylko pewnie domek na narzędzia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to nie byle jaka robota, pańskie oko konia tuczy, mawiają. Skrzynia będzie na narzędzia, wejdzie w nią trzypółkowy regał, więc drobne graty znajdą uporządkowane miejsce. Myślę, że Rysio trochę czuje się jak w spa, i to bez skrzyni. Skoro odeszły mu problemy "jak przeżyć", a zostało "jak pożyć", to widzę taką możliwość.

      Usuń
  5. jak chadzałem z Krajką na spacery w poprzednim miejscu zamieszkania, to często spotykaliśmy jeże, to znaczy ja spotykałem, bo kocica udawała, że ich nie widzi, nie percepuje, a przecież przegapianie czegoś na drodze nie jest ani krajkową, ani w ogóle kocią właściwością...
    za to uwielbiała yorki, do każdego zawsze podchodziła bez cienia strachu, z przyjaźnie podniesionym ogonem i próbowała się zakolegować, zapraszała mową ciała do zabawy, ale że yorki, mimo że przesympatyczne, to gamonie i raczej się nie kwapiły do tej zabawy...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam taką akcję (jak sobie przyświeciłam latarką), że jeż nam biegał po ogródku, a Ryszard siedział w ciemności na śmietniku i rozważania prowadził do księżyca skierowane. Jeż był dla niego naturalnym elementem ogrodu.

      Usuń
  6. p.s. jak to jest, że witryna jest chroniona reCAPTCHA, jak wcale nie kapcza: nie każe mi wpisywać żadnych zamazanych literek, czy cyferek, ani zaznaczać na której fotce jest (np.) krowa, a na której nie?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest ciekawe, co piszesz, bo właśnie ten problem zauważyłam i rozkminiam, o co chodzi. Co ciekawe, gdy zaszłam na Twojego bloga, ukazała mi się podobna informacja.

      Usuń
    2. nic nie robiłem przy ustawieniach, ale to wygląda na to, że Blogspot coś zmienił w temacie oprawy graficznej komentarzy, co w sumie i tak nie wyjaśnia kwestii "kapczy"...

      Usuń
    3. o. właśnie, poprzednio wyświetlała się informacja, że komentarz poszedł do moderacji, a teraz wcale...

      Usuń
    4. nie, wróć, cofam ten sęk, wyświetla się na chwilę na dole i znika...

      Usuń
    5. Jeśli to tak na każdym blogu masz (ja tak, przy ustawieniach komentarzy bezpośrednio pod wpisem), tzn. że jakieś prace trwają. Czasami takie rozwiązania pojawiają się na chwilę i potem znikają. Moderację mam cały czas, bardzo ułatwia mi życie blogowe (teraz rozumiem skąd powyżej wątpliwości @jotki, pewnie u niej zmiany odpaliły szybciej niż u mnie).

      Usuń
    6. moderację stosowałem kiedyś przez jakieś dwa lata, broniąc się przed inwazją hejtrolli, jednak czas "wojenny" minął i pozostawiłem ją jedynie dla starszych postów, ale to już dla czystej wygody, bo nie sposób przeglądać całej sterty postów wstecz, czy ktoś przypadkiem tam nie skomentował...
      zostawiłem tylko konieczność logowania /anonimy won/ i nie praktykuję listy blogów, ale to ostatnie to już taka zaszłość historyczna...
      być może to jest tak, że to całe "reCAPTCHA" oznacza coś więcej, niż tylko antybotowe testy na "człowieczeństwo"...

      Usuń
    7. U mnie moderacja wynika z tego w jaki sposób czytam komentarze. Wiem, że niektórzy czytają je z panelu, ale ja nigdy tego tak nie robię, po prostu zaglądam na bloga. Wszystkie moderacje są w panelu w jednym miejscu i to jest bardzo wygodne, sama siebie w ten sposób informuję, że mam komentarz do przeczytania. Bo jak moderuję to nie oznacza, że w tym momencie czytam. Gdy znam komentującego po prostu "puszczam" koment bez czytania, wracam do niego po jakimś czasie. Z drugiej strony jak widzę jakąś małpę, to wyrzucam komentarz też nie czytając. Niby powinnam być sprawiedliwa, dawać szansę, ale rządzę twardą ręką i stosuję nepotyzm :D

      ReCAPTCHA pozostaje dla mnie na tę chwilę zjawiskiem enigmatycznym.

      Usuń